Czego nie widać?

Od wczoraj mam permanentne déjà vu. Znowu rozpętała się zastępcza dyskusja o handlu w niedzielę - o tym czy go zakazywać, czy nie. Abstrahuje od mojego poczucia życia w kraju wyznaniowym, gdzie katolicy wskazują mi jak mam żyć i od ekonomicznych skutków takiego postępowania zwłaszcza, gdy bezrobocie jest dwucyfrowe, a o „zielonej wyspie” już dawno mogliśmy zapomnieć, to znowu społeczeństwo robi się w konia.

Mechanizm jest wciąż ten sam – grupa posłów przygotowuje projekt ustawy wystarczająco kontrowersyjny aby wzbudzić hałas i zrozumiały dla prostego człowieka. Nieważne, czy będzie to in vitro, aborcja, legalizacja marihuany czy zawieszenie lub zdjęcie krzyża w Sejmie lub inne kwestie, z którymi i tak nic się nie zdarzy, bo konkordat, bo zobowiązania unijne etc. Ale można głośno o nich mówić, media się nakręcają, społeczeństwo za nim. Po paru dniach czy tygodniach nikt już nie pamięta, o co chodziło.


Zwykle ta niepamięć pojawia się już po przegłosowaniu ustaw, które w czasie tego hałasu przechodzą przez Sejm czy Senat i faktycznie zmieniają reguły gry ekonomicznej, nasze życie czy życie firm. Są też zwykle albo złamaniem obietnic wyborczych albo są bardzo niewygodne dla obecnie rządzących niezależnie, która aktualnie partia rządzi. To się nazywa zabawa w kotka i myszkę. Do zabawy politycy zwykle zapraszają dziennikarzy.

A więc idąc w tym kierunku drodzy dziennikarze i blogerzy – ogłaszam prywatny konkurs. O jaką tym razem ustawę naprawdę chodzi? Co ma przykryć ten ideologiczny hałas? Nagroda - niewielka butelka dobrego szampana :-)

Rozstrzygnięcie po długim weekendzie. Zapraszam do zabawy!
Trwa ładowanie komentarzy...