O autorze
Absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi oraz European University Campus MBA w Warszawie. Była dziennikarka TVP, zajmująca się najważniejszymi materiałami informacyjnymi i reportażami na temat rozpoczynających się w Polsce procesów prywatyzacji. W latach 90. była doradcą Ministerstwa Przekształceń Własnościowych. Uczestniczyła w większości procesów prywatyzacyjnych firm w Polsce. Przygotowywała strategie komunikacji dla spółek, które jako pierwsze debiutowały na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Międzynarodowy specjalista w dziedzinie doradztwa strategicznego, komunikacji korporacyjnej i kryzysowej, pracująca na rynkach: polskim, japońskim i izraelskim. W 2008 roku, jako doradca mera miasta, otrzymała tytuł Honorowego Rezydenta Jerozolimy. Jest członkiem Stowarzyszenia Praktyków Restrukturyzacji. W 2010 r. została nagrodzona w finale I Edycji Konkursu „Bizneswoman Roku”, organizowanego przez Radio PiN. W roku 2011 wzięła udział - jako inwestor - w pierwszej i drugiej edycji polskiej wersji programu „Dragons’ Den - jak zostać milionerem”.

Artyści

Sezon zimowy, poza tym, że jest czasem karnawału jest także czasem podsumowań. Żaden bal i inne większe zgromadzenie nie obędzie się bez statuetek, medali oraz innych kryształowych wazonów wręczanych ku czci i na temat. Każdy organizator stara się, aby jego event pozostał w czułej pamięci uczestników.

Ostatnio w przepięknym budynku współczesnej architektury odbyła się dwudziestokrotność wręczenia statuetki imienia sławnego człowieka w 30 – lecie tytułu, którego losy mogą być kanwą niejednej telenoweli. Wydarzenie było oczywiście rejestrowane przez jedną z telewizji, a w związku z tym uroczystość postanowiono uczynić propaństwową, wspomnieniową, bardzo inteligentną i prorodzinną (koturny wszystkich uczestniczących wynosiły co najmniej 25 cm).
Przy wygłaszaniu laudacji został zachowany także parytet (czyli najpierw chłopczyk, potem dziewczynka i chłopczyk oraz na koniec dziewczynka). Jak zwykle taką uroczystość musiała okrasić sztuka - postanowiono sięgnąć do bardów lat 80. Ale, aby było prorodzinnie zaproszono kuzynkę owego barda, aby odśpiewała, skądinąd bardzo mądrą balladę.
Oto na scenie pojawia się piękna dziewoja o długich nogach, w bardzo pięknej sukni i w perfekcyjnym makijażu. Głos ma bardzo dobrze wyszkolony, pięknie osadzony o głębokiej barwie i dużej skali. Do niczego nie powinnam się czepić. Jednak trudno mi było uwierzyć, aby tekst o zakończeniu wojny, gdy „ścichł wrzask szczęk i śpiew, z ust wypluwam lepki piach” był osadzony w doświadczeniu owej pięknej dziewoi. Zwłaszcza, że jeszcze w uszach brzmią mi koncerty owego barda, jego zachrypnięty głos i twarz mężczyzny, w którego rysach można było zobaczyć mądrość „jako zwykło zsyłać doświadczenie”.



A z drugiej strony….
Rozumiem Daniela Passenta piszącego, że woli iść do lekarza, który jest synem i wnukiem lekarzy, bo tak sugeruje w swoim ostatnim felietonie w tygodniku „Polityka”, czy prawnika z rodziny prawniczej. Ja także wolę korzystać z rękodzieła kolejnych pokoleń rzemieślników. Tyle, że, jak mawiała śp. prof. Maria Kaniewska, moja wykładowczyni z łódzkiej szkoły filmowej, talent jest niedziedziczny, a sztuka - niesprawiedliwa.
Trwa ładowanie komentarzy...