A z drugiej strony...

Doradztwo strategiczne z zakresu komunikacji społecznej (i choć to określenie brzmi jak z urzędniczej nowomowy to nie znalazłam lepszej definicji zawodu, którym param się od niemal 20 lat) to zajęcie podobne do pracy adwokata. Z tym, że w przeciwieństwie do tych ostatnich, nie mamy zapisanych kodeksów czy paragrafów.

Ale za to obrona jest trudniejsza. Bo nieraz wyroki opinii publicznej są bezwzględne – mogą zapadać szybko bez wysłuchania obrony i często są emocjonalne, a prokuratorem mogą być zarówno dziennikarze, osoby publiczne jak i w dobie internetu każdy śmiertelnik.



Jestem takim adwokatem, u którego ludzie, firmy szukają pomocy. Przyglądam się każdej sprawie i przyznam, że mam trochę lepiej niż „tradycyjny” adwokat - nie muszę „bronić z urzędu”, a więc po wysłuchaniu i przyjrzeniu się sprawie przyjmuję sprawę albo i nie. Jako adwokat, który ma możliwość oglądania rzeczywistości z cienia gabinetów, kuluarów polityki i życia gospodarczego wiem, czy obrona przed surowym wyrokiem opinii publicznej będzie skuteczna.

Zdaje sobie sprawę ze złożoności każdego procesu. Dlatego niczym kostką Rubika obracam sprawę i przyglądam się jej z każdej strony. I czasem czuje się jak Tewje, mleczarz ze „Skrzypka na dachu”, kiedy mówił „Ale z drugiej strony?...” Oczywiście staram się nie oceniać, bo jak powiedziano, „kto jest bez winy niech rzuci kamieniem”, a jak dopowiedział klasyk – „ja się za żaden nawet najmniejszy kamyczek nie łapie” .

Myślę, że obrona wizerunku powinna być de facto traktowana jak prawo do obrony. Przecież utrata wizerunku może być kresem możliwości utrzymania się czy robienia interesów. Infamia człowieka lub firmy może być końcem ich życia.

Od dziś jestem w gronie „adwokatów” na portalu NaTemat.pl i dlatego w tym miejscu chciałabym przyglądać się każdej sprawie z drugiej strony.
Trwa ładowanie komentarzy...