Infamia XXI wieku

Niesława zawsze była najsroższą z kar. W pewnym sensie znacznie gorszą niż egzekucja. Dawniej, skazany na infamię szlachcic musiał liczyć się z utratą praw, z potępieniem i byciem obywatelem najgorszej kategorii. Dziś na szczęście infamia nie ma aż tak wielkiego wydźwięku – zachowujemy swoje prawa, a nasze życie jest chronione. Dużo bardziej srogi jest jednak sąd opinii publicznej – choć prawo mówi, że człowiek nie jest winny dopóki winy mu się nie udowodni, to wyroki ferowane przez media są znacznie wcześniej i szybciej, zaś przywrócenie dobrego imienia i zaufania to proces wieloletni i trudny.

Postawienie zarzutów i prowadzenie postępowania w sprawie podważa wiarygodność każdej osoby – zarówno cenionego polityka, biznesmena jak i szarego Kowalskiego. Utrudnia to funkcjonowanie w sferze publicznej, zmniejsza zaufanie biznesowe, zawodowe i towarzyskie. Następuje pewnego rodzaju wykluczenie. Wpływ na to mają media, zwłaszcza elektroniczne, gdzie informacje przekazywane są w kilka minut.



Teoretycznie do takiego stanu rzeczy można się przygotować – zwłaszcza, że „zaproszenia na przesłuchania” są dostarczane wcześniej, a osoba której przedstawione są zarzuty powinna mieć świadomość, że wkrótce posypią się na nią gromy.

Niestety rzeczywistość wygląda trochę inaczej – osoba, której postawione są zarzuty niemal zawsze działa w ten sam sposób - zasłania się płaszczem niewinności, będąc jednocześnie pewną, że po ogłoszeniu wyroku uniewinniającego uda jej się bez problemu wrócić na szczyt sprzed zdarzenia. Zła wiadomość jest taka, że sąd opinii publicznej kieruje się zupełnie innymi zasadami. Ale żeby zrozumieć to w pełni, trzeba poznać jego proces.

Pierwszy krok należy do prokuratury – to ona rozpoczyna dialog z mediami i to jej wypowiedzi pojawiają się jako pierwsze, a w dobie mediów elektronicznych, gdze informacje przekazywane są w kilka minut, wyrok opinii publicznej ferowany jest na podstawie zarzutów a nie faktów czy rzeczywistej sytuacji.

Ta wielka dysproporcja sił pomiędzy oskarżycielem a obrońcą wynika również z przepisów prawnych, które zabraniają ujawniania materiałów postępowania. Tylko prokurator może zadecydować, które z zebranych przez niego materiałów mogą trafić do opinii publicznej.
Jeśli obrona wizerunku oskarżonego nie rozpocznie się natychmiastowo, o powrocie na szczyt można zapomnieć na długie lata, a czasem do końca życia. Dlatego warto mieć z tyłu głowy informację by o pomoc wizerunkową zgłosić się do prawnika – ci najlepsi na ogół współpracują ze specjalistami od PR, których nie obowiązują konkretne przepisy prawa, za to znakomicie znają się na zarządzaniu kryzysem wizerunkowym oraz relacjach z mediami, które przecież są właśnie tym sądem szlacheckim XXI wieku.

O tym, jak ważna przy tego typu postępowaniach jest współpraca pomiędzy prawnikami a PR-owcami mogliśmy przekonać się patrząc na proces rosyjskiego oligarchy Mikhaiła Chodorkovskiego, który zbił majątek za wiedzą i zgodą, a także przy współpracy z nową rosyjską ekipą władzy. Choć został skazany, za nieprawidłowości podatkowe i nieprzejrzyste operacje finansowe to zmiana jego postrzegania (łącznie ze zmiana wyglądu)i podtrzymanie zainteresowania mediów światowych jego osoba i sprawą przez lata trwania procesu i odsiadywania kary, przyczyniło się do jego uwolnienia. A wręcz wywindowało go do symbolu walki o wolność z despotycznym Putinem. Proces jego ułaskawienia przed zimowymi Igrzyskami Olimpijskimi w Soczi był tematem numer 1 w światowych mediach.

To właśnie przykład na to, że obrona musi być toczona na dwóch płaszczyznach – przed sądem oraz przed opinią publiczną. To ułatwia, przyspiesza i przede wszystkim gwarantuje odbudowę wizerunku i zaufania, stopniowo i profesjonalnie.

Oczywiście, jak zawsze wydaje się nam że sami lepiej wiemy jak sobie pomóc i zadbać o nasz wizerunek. Przecież każdy z nas ma intuicję i silną chęć przetrwania. O tym jak bardzo się w tej kwestii mylimy można by napisać książki, bo przykładów na utratę wizerunku, gdy można go było ocalić są setki jeśli nie tysiące.

Przykładem złego zarządzenia podczas rozprawy był proces Beaty Sawickiej. Po akcji przeprowadzonej przez CBA, posłanka została zmieszana z błotem przez ówczesną partię rządzącą, media i opinię publiczną. Proces rehabilitacji wizerunkowej został rozpoczęty przez samą zainteresowaną i niestety przyniósł jej szkodę – płacz podczas rozprawy owszem doprowadził do wygrania wyborów przez PO, ale sama posłanka pozostawała w cieniu rozprawy.

W takich przypadkach musimy uświadomić sobie jedną rzecz – nigdy nie będziemy bezstronni, nie potrafimy na swoją rozprawę spojrzeć chłodnym okiem. Od tego właśnie są specjaliści – zarówno prawnicy jak i PR-owcy.

Tak jak przed sądem najwyższym nie bronimy się sami, tak samo przed sądem opinii publicznej też nie powinniśmy tego robić. Od tego są specjaliści od PR współpracujący z prawnikami, którzy wyszukują ekspertów, próbują zainteresować sprawą organizacja pozarządowe, których opinie mogą zostać wykorzystane w sądzie. Przede wszystkim – ustalają strategię medialną.

Z tego faktu wynika również prosta zasada – zaufanie pomiędzy klientem, prawnikiem i PR-owcem. Jeśli chcemy osiągnąć cel musimy być wobec siebie szczerzy. Tylko wtedy współpraca przyniesie efekt.

W XXI wieku, czyli w dobie mediów elektronicznych, gdzie informacje przekazywane są niemalże z prędkością światła, zarzuty prokuratorskie działają podobnie jak dawny sąd szlachecki skazując nas na infamię. Oczywiście, najlepiej zarządzany kryzys to taki, do którego nie dopuścimy, ale przecież ten prawie zawsze wybucha niespodziewanie.
Trwa ładowanie komentarzy...